Ospa wietrzna
Pewien Amerykanin – były mąż swojej żony i ojciec swoich dzieci, zamieścił ogłoszenie w gazecie, w którym proponował dość sporą sumę pieniędzy za opiekę nad jego synkiem – Alexem, który zachorował na ospę.
Nasz bohater – Bob, to tak miał on na imię, napisał w swym ogłoszeniu, które opublikowała poczytna lokalna gazeta – Exo, iż zapłaci osobie, która zdeklaruje się zaopiekować jego 7-letnim synkiem, jako że on – ojciec jest zbyt delikatny i czuły, i nie może patrzeć na te okropne krosty i zaczerwienienia. Poza tym, sam w dzieciństwie zachorował na ospę i ma z tą chorobą same złe skojarzenia. Oczywiście, czego można było się spodziewać, środowisko, w którym Bob żyje, oburzyło się i podniosły krzyk, że jak tak można? Jak ojciec może “wyrzucać” dziecko z domu tylko dlatego, że zachorowało. Bob miał swoje racje, ale czy aby nie przesadzone? Aby to stwierdzić, przyjrzyjmy się bliżej owej chorobie. Ospa zwana też bardzo często – wiatrówką, wywoływana jest przez wirusy varicella-zoster, w skrócie VZV. Chorują na nią najczęściej dzieci, zwłaszcza te, które uczęszczają do żłobków i przedszkoli. Choroba zaczyna się zwykle od pogorszenia samopoczucia, bólu głowy, a także – od umiarkowanej gorączki. Tego typu objawy utrzymują się zazwyczaj przez 24 do 36 godzin, po czym na skórze pojawiają się pierwsze plamki i grudki. W ciągu następnych godzin pojawia się ich coraz więcej, by w końcu przekształcić się w pęcherzyki wypełnione surowiczym płynem z rumieniową obwódką. Następnie pęcherzyki te pękają i tworzą się krosty, zasychające w strupki. Jak widać, objawy ospy mogą należeć do grupy tych – nieprzyjemnych w widoku, ale czy w porównaniu z miłością rodzicielską powinny one wygrać i skazać dziecko na obcą, opiekuńczą rękę? Hmmm…