Aż głowa boli
To, że również Polacy mają ochotę zobaczyć sobie film nakręcony za granicą lub przeczytać książkę zagranicznego autora nie jest niczym dziwnym. Jednak by mógł on coś z tego filmu czy książki zrozumieć, koniecznym jest stworzenie przekładu na język polski. Gdy widzi się jednak niektóre przekłady, aż chce się zapytać, kto był za to odpowiedzialny.

W przekładach filmów na język polski sporo można znaleźć językowych „perełek” już w samych tytułach. Jak to jest możliwe, że film, który w Stanach Zjednoczonych zatytułowany został „Die Hard” w Polsce funkcjonuje pod tytułem „Szklana Pułapka”? Albo dlaczego dla Polaków „Dirty Dancing” to „Wirujący Seks”? A to przecież są błędy w samych tylko tytułach. Ile takich przekształceń jest w przekładzie scenariusza można się tylko domyślać. Jasne, że niektóre zabiegi tego typu są jak najbardziej wskazane – gdyby dosłownie tłumaczyć wszystkie „fuck” które wymawiają bohaterowie filmów, mogły by widzom zacząć „więdnąć” uszy. Ale niektóre błędy są tak rażące, że aż chciałoby się wyrwać scenariusz z rąk jednego czy drugiego domorosłego translatora i zanieść je do profesjonalistów. O ile rzecz jasna tłumacze przysięgli chcieliby się podjąć takiego zadania.